Było sobie życie
- 2 lip 2016
- 2 minut(y) czytania
Tego dnia nic nie wskazywało na to, że zobaczymy i przeżyjemy cud narodzin. Dzień jak co dzień. Nawet nie pamiętam jak szybko minęły mi kolejne miesiące ciąży. Był 28 czerwiec - w tym dniu godziny popołudniowe spędziłam na sprzątaniu domu. Mąż w tym czasie pojechał na zakupy. Uradowana, że w końcu mam dom wysprzątany, usiadłam zmęczona na schodach.... no i zaczęło się:) Była godzina 20 kiedy podekscytowana oznajmiłam, że musimy jechać do szpitala:) Spakowałam czym prędzej wyprawkę i przed 21 byliśmy już na miejscu.
Szczegółów nie będę zdradzała. Powiem w skrócie było momentami niebezpiecznie, a położna zakwalifikowała nasz poród do baaardzo ciężkiego. Finał jednak był cudowny. Mój mąż powinien dostać order za wytrzymałość i wspieranie mnie w każdej minucie. Spisał się naprawdę dzielnie. Dodam, że tradycji stało się zadość i tatuś przecinał pępowinę:)
Pierwsza faza porodu trwała 4 godziny, druga faza 1 godzinę 50 minut. Nasz synuś przyszedł na świat 29 czerwca 2016 o godz. 09:50, warzył 3400 g, mierzył 52 cm. Położne stwierdziły, że mamy piękne dziecko i że rzadko się zdarza, żeby po porodzie naturalnym nie było napuchnięte, ani zdeformowane:)
A tak brzmiała nasza radosna nowina, którą rozesłaliśmy do naszych bliskich:
R: "Maryś postanowiła wczoraj posprzątać mieszkanie...wiecie mycie okien, podłóg i odkurzanie. Dawidek nie mógł zgodzić się na to, aby mama robiła porządki, więc postanowił, że pojawi się ciut wcześniej i jej pomoże. Przyszedł na świat dziś o 09:50 i dostał 10:) Pozdrowienia ze szpitalnych łóżkowic:)"
Reakcje najbliższych były pełne wzruszeń i zaskoczenia, a to dlatego, że synuś planowo miał przyjść na świat 15 lipca. I tak oto niespodziewanie nasi rodzice zostali dziadkami :D
Babcia Terenia od razu do nas oddzwoniła i Rafał przywitał ją słowami "cześć babciu". Na to T. będąc totalnie zaskoczoną, że to już... zawołała z radości "a pieprzysz"? Jak rozumiem miała to być optymistyczna wersja słów .... żartujesz :D
Dziadzio Genio (nie zdążył odczytać wiadomości, gdyż T. nie wytrzymała i sama doń zadzwoniła:))) - bardzo się ucieszył.
Babcia Renia zbiegała akurat ze schodów i w szale radości prawie potrąciła mijającą kobietę.
Dziadzio Henio pracował tego dnia na dachu i tam odczytał mms'a. Jak wspomina ... dobrze, że był przyczepiony do komina, bo inaczej by z niego spadł.























Komentarze