A za nami pierwszy roczek - wszystkiego najlepszego synku!
- 29 cze 2017
- 4 minut(y) czytania
Kochany synku,
Minął rok odkąd oboje z tatą z niecierpliwością oczekiwaliśmy Twoich narodzin. Tuląc Cię w swoich ramionach, nie mogłam doczekać się momentu, w którym po raz pierwszy obejmiesz mnie swoimi rączkami. Była to dla mnie pełnia szczęścia. Wraz z tą chwilą, pojawiło się we mnie nowe uczucie miłości, którego dotąd nie znałam. Długo na niego czekałam. Wtedy tak prawdziwie poczułam jak bardzo Ci jestem potrzebna. Z każdym jednym uściskiem uświadamiałam sobie jak bardzo pragniesz mojej bliskości.
Dziś spoglądam wstecz. Z zachwytem i tęsknotą patrzyłam jak szybko rośniesz i jak zmieniasz się każdeeego dnia. Ze łzami szczęścia próbowałam zachować w pamięci obrazy Twojego spojrzenia, niezliczonych uśmiechów, niemowlęcych wygłupów, każdy najdrobniejszy szczegół. Z podziwem obserwowałam jak wiele rzeczy było dla Ciebie zaskakujących. Jak potrafiłeś radośnie po swojemu zapiszczeć na widok piłeczki turlającej się po podłodze albo samochodziku, którego próbowałeś dogonić raczkując, kiedy mknął przed Tobą. Jak niezdarnie, ale z mozołem i cierpliwością podnosiłeś najdrobniejsze okruszki chwytem pęsetkowym tymi malutkimi paluszkami. Moment, w którym odkryłeś, ze masz dłoń był przełomowa chwilą. Przyglądałeś się jej bacznie, otwierając to zamykając piąstkę albo obracając to w prawo to znów w lewo. Jak z zagadkową minką wyciągałeś do mnie rączki, pokazując schowaną w dłoni zabawkę, będąc ciekawy mojej reakcji. Zawsze towarzyszyło temu zdawkowe "e! ", "ech" albo wpadające w zachwyt długie "aaaaaaaa". Chwile, w których rzucałeś przedmioty z wysoka i patrzyłeś jak lądują na ziemi. Długimi minutami rozmawiałeś po swojemu z zabawkami artykułując rożne dźwięki "ghi" "ałlala" "uuuuuu" "eao" "gegegege" "włababa" "gadada" "brrrr" "aaaaaa" podnosząc je, ściskając, machając, rzucając nimi i wydając przy tym również śmieszne okrzyki jak na prawdziwego wojownika przystało. Jak ciekawiły Cię najdrobniejsze rzeczy, które zawsze lądowały w buzi. Tak kosztowałeś świat :) Nawet podłoga w kuchni czy ziarenka ziemi wyciągnięte z doniczek miały swój smak. Jak tuliłeś się do maminej nogi zawsze, kiedy stała przy kuchennym blacie i jak nigdy nie spuszczałeś jej z oczu, raczkując, potem dreptając za nią wszędzie, kiedy tylko znikała na parę sekund.
Do dziś czuję na sobie Twój dotyk, kiedy zaciekawiony smyrałeś mnie po uchu, chwytałeś za nos, paluszkiem badałeś moje oczy, usta i policzek. Robiłeś to bardzo często, kiedy nosiłam Cię na rękach, usypiałam albo kładłam koło siebie. Wtedy wpatrując się we mnie, delikatnie bawiłeś się moim kosmykiem włosów opadającym na twarz.
Pamiętam każdy Twój upadek, kiedy uczyłeś się wstawać, każdy nabity guz i każdy płacz z nim związany. Kurczowo trzymałeś się wówczas objęć mamy, wycierając policzki skropione łzami o moja bluzkę. Pamiętam Twój pierwszy niemleczny posiłek, moment, w którym zacząłeś pełzać, potem wstawać, wreszcie raczkować, pierwszy siad prosty i wszystkie te chwile, w których chwytając się krzeseł, uchwytów od szafek, kaloryferów, stolika kawowego stawiałeś pierwsze, chwiejne co bądź, samodzielne kroki. Bardzo lubiłeś, kiedy mogłeś pospacerować będąc trzymanym za ręce. Wystarczyło, kiedy na siedząco wyciągałeś do góry swe dłonie albo chwytałeś nasze, dając przy tym znać, żebyśmy poszli z Tobą. Zaraz, kiedy skończyłeś 11 miesięcy nastąpił przełom - oto kroczyłeś chwiejnie na swych maleńkich nóżkach, bez niczyjej pomocy. Ale duma nas rozpierała widząc Twój bezmiar radości i wysiłku, jaki musiałeś włożyć, żeby utrzymać równowagę. W Twym uśmiechu kryło się wszystko.
Przypominam sobie Twoja wielką, naprawdę wielką radość, gdy na podłodze rozgniatałeś dłońmi dojrzałe kiwi. Twoja ekscytacja nie miała wówczas końca. Tych uśmiechów było coraz więcej. Uśmiechałeś się muskany noskiem delikatnie po policzku. Całowany w brzuszek wyginałeś się, śmiejąc do rozpuku. Piszczałeś z radości, kiedy mama kuliła się przed Tobą na podłodze, a Ty mogłeś pociągnąć ją wtedy delikatnie za włosy. Cieszyło Cię, kiedy tata odbijał piłkę głową albo brał Cię na barana i kołysał Cię w przód albo podskakiwał z Tobą. Czasem to podskakiwanie na pupie miało swój oddźwięk na podłodze. W ten sposób wyrażałeś swoja radość, widząc jakąś zabawkę. Rozweselała Cię grająca pozytywka, śpiewający misio, święcący projektor, wieża, którą mama lub tata ułożyli z klocków. Jednak nic nie zastąpiło kuchennych misek, metalowych pokrywek czy drewnianych warzech. Najwięcej radości sprawiały Ci wygłupy, kiedy ktoś chował się przed Tobą, albo kiedy położono Cię na czymś miękkim. Mogła to być kołdra albo poduszka. Tarmosiłeś je wówczas z zachwytem, piszcząc przy tym i skacząc po nich albo turlając się w przeróżne strony szukając zaczepki. Sam wielokrotnie nadstawiałeś się wtenczas, żeby ktoś Cię pogilgał :)
Najpiękniejsze były momenty przed zaśnięciem, kiedy to po kąpieli zawsze szalałeś w swoim łóżeczku. Dostawałeś wręcz głupawki, a Twoją ulubioną zabawą było chowanie się za pościelą, kiedy mówiło się a kuku:) Do śmiechu wystarczyło Ci samo układanie do snu, kiedy rodzice przykrywali Cię kołderką. Wtedy chwytałeś za nią i już miałeś ogniki w oczach, podkurczałeś nóżki i prostowałeś na zmianę, śmiejąc się przy tym "hehe hehe". Muszę przyznać, że były to dla mnie najweselsze chwile, pomimo tego, że czasem układaliśmy Cię do spania po kilkanaście razy. Twoim każdorazowym rytuałem przy zasypianiu było mruczenie. Mogłeś mruczeć co najmniej 5 minut noszony na rękach. Potem oczka same Ci się zamykały.
Miałeś też swoje ulubione nawyki. Nie wiedząc czemu, bardzo często pokazywałeś język. Miało to swój urok, jednakże kolegooo obyś z tego wyrósł szybko:) Otwieranie i zamykanie buzi, naśladując osoby jedzące, było Twoim konikiem. Mieliśmy wrażenie, że co by Ci człowiek nie dał, zjesz wszystko i w każdej ilości z wielkim apetytem. Żeby nie było - tych ilości zawsze było więcej, ale "każdej" nie śmiałam wypróbować :p Mrugałeś też specyficznie oczkami. A wzięło się to z tego, że kiedy ktoś zrobił do Ciebie minkę z zaciśniętym uśmiechem i zamkniętymi oczami, Ty podłapałeś i w specyficzny sposób lekko podnosiłeś bródkę ku górze, zamykając przy tym oczy:)
Nauczyłeś się też ciągnąć zębami za czyjeś ubranie, jeżeli w odpowiednim momencie nie zwrócono na Ciebie uwagi. Kiedy naprawdę chciałeś, żeby Cię zauważono, potrafiłeś nawet ugryźć w nogę.
Ostatni rok był czasem wielkich przeżyć, radości, śmiechu, podziwu, zachwytu, wzruszeń, zaskoczeń. Był to również czas nieprzespanych nocy, częstego marudzenia od tak sobie (goniłeś wówczas po domu, albo ciągnąłeś za mamine ubranie krzycząc głośno "ababababa", "ałlalalala", sporadycznie "jaja jaja" albo przez zaciśnięte zęby "mamma mama"), naszej bezradności, kiedy męczyły Cię kolki w 3 miesiącu życia, niepokoju towarzyszącemu napadom nocnych lęków, które dłuuugo nie dawały Ci spać od połowy 5go miesiąca, naszej troski, kiedy wyrzynały się Twoje pierwsze i kolejne ząbki, zmartwień, kiedy od 7go miesiąca próbując wstawać samodzielnie, lądowałeś na twardej podłodze z krzykiem rozpaczy i bólu, naszej obawy przed każdym szczepieniem i każdą złapaną infekcją. Wszystkie te rzeczy zniosłeś bardzo dzielnie, mimo wielu łez pojawiających się na Twoich delikatnych policzkach.
Najdroższy Skarbie, oby na Twojej dalszej drodze towarzyszyły Ci same radosne chwile. Rośnij nam zdrowo kochana pociecho i bądź dalej tak pogodnym dzieckiem :*
Twoja mama















Komentarze